poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Stonoga




Przy przeprowadzce było sporo zamieszania. Wszystko trzeba było spakować w pudła. Drobiazgów bez liku. Od ubrań, po kosmetyki, garnki, talerze. Meble ciężkie, ale za to w jednym kawałku. Należało tylko zabezpieczyć przed pobrudzeniem. Zakryłam  je folią. Tyle pakowania. Aż jestem zdziwiona, że mamy tyle rzeczy. Ale do największego kufra spakowałam buty. Było ich całe mnóstwo. Mój mąż śmiał się, że się ożenił chyba ze stonogą. Ile masz tych par?  Sto? Żartował. Lepiej, żebyś nie wiedział. Uśmiałam się również. Twoich jest zaledwie cztery. A moich, to już sama nie zliczę. Bardzo lubię mieć  dużo butów. Wiadomo, każda pora roku jest inna, to i buty muszą być inne. Ale jedne to nie wystarczy, bo jak przemokną, zawsze mogę ubrać inną parę. Przecież nie będę siedziała w domu, z powodu przemoczonych butów. A poza tym, jak się ma jedną parę, to one się szybciej zużyją. I tak trzeba by było kupić następną. Tak się tylko tłumaczysz zawile. Powiedział mąż. To prawda. Zawsze trzeba mieć jakieś argumenty. Mam ulubiony sklep z butami. Nazywa się Kari. Tam zawsze kupuję buty. Zawsze znajdę coś dla siebie. No i oczywiście Twoje buty, też tam kupuję. Obsługa miła, ceny przystępne i no i ogromy wybór. Dobrze już dobrze. Skończymy te pakowanie, bo nie spakujemy się do jutra. A trzeba dziś wszystko poprzewozić do nowego mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz