Przy przeprowadzce było sporo zamieszania. Wszystko trzeba
było spakować w pudła. Drobiazgów bez liku. Od ubrań, po kosmetyki, garnki,
talerze. Meble ciężkie, ale za to w jednym kawałku. Należało tylko zabezpieczyć
przed pobrudzeniem. Zakryłam je folią.
Tyle pakowania. Aż jestem zdziwiona, że mamy tyle rzeczy. Ale do największego
kufra spakowałam buty. Było ich całe mnóstwo. Mój mąż śmiał się, że się ożenił
chyba ze stonogą. Ile masz tych par? Sto? Żartował. Lepiej, żebyś nie wiedział.
Uśmiałam się również. Twoich jest zaledwie cztery. A moich, to już sama nie
zliczę. Bardzo lubię mieć dużo butów.
Wiadomo, każda pora roku jest inna, to i buty muszą być inne. Ale jedne to nie
wystarczy, bo jak przemokną, zawsze mogę ubrać inną parę. Przecież nie będę
siedziała w domu, z powodu przemoczonych butów. A poza tym, jak się ma jedną
parę, to one się szybciej zużyją. I tak trzeba by było kupić następną. Tak się
tylko tłumaczysz zawile. Powiedział mąż. To prawda. Zawsze trzeba mieć jakieś
argumenty. Mam ulubiony sklep z butami. Nazywa się Kari. Tam zawsze kupuję
buty. Zawsze znajdę coś dla siebie. No i oczywiście Twoje buty, też tam kupuję.
Obsługa miła, ceny przystępne i no i ogromy wybór. Dobrze już dobrze. Skończymy
te pakowanie, bo nie spakujemy się do jutra. A trzeba dziś wszystko poprzewozić
do nowego mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz