wtorek, 18 sierpnia 2015

Nigdy za wiele




Ubrań i butów nigdy za wiele. Taka jest moja dewiza.  Która z kobiet się za mną nie zgodzi? Myślę, że żadna. My już tak mamy. A właściwie taka nas stworzyła natura. Że chcemy się zawsze podobać mężczyznom. Mimo, że mam już sporo butów w szafie, to wciąż mam ochotę kupować nowe. Kiedy zobaczę jakieś ładne sandałki, półbuty czy też klapeczki, to mam nieodpartą ochotę je sobie kupić. Gdybym miała nieograniczone możliwości, to podejrzewam, że miałabym tyle par, że mogłabym otworzyć własny sklep obuwniczy. Hi hi. Ale nie ma tak dobre. Muszę być rozsądna w wydawaniu pieniędzy na modowe ciuszki czy buty. Tak więc postanowiłam zapolować na wyprzedażach. W wielkich centrach handlowych , jest ich teraz sporo. Buciki letnie sandałki, klapki. Różne fasony i kolory. Całe mnóstwo letnich cudeniek. Ceny o połowę do siedemdziesięciu procent niższe. A w niektórych sklepach to nawet trzecia gratis para. No i jak tu być obojętnym na te pokusy. Handlowcy o tym wiedzą doskonale. Żeby sprzedaż szła na przód, to trzeba czasami spuścić z cen. Wczoraj poszłam do salonu Kari. No i oczywiście na zakupie jednej pary się nie obyło. Jedna przecena, druga i ostatnia para dodatkowo, z zaoszczędzanych pieniędzy z poprzednich. A jeszcze apaszka i okulary przeciwsłoneczne. Z tymi nowymi zakupami, bardzo zadowolona i szczęśliwa wróciłam do domu. Ugotowałam smaczny obiadek dla męża i obydwoje jesteśmy zadowoleni. Bo dobry humor jednego z nas, wpływa też pozytywnie na drugiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz