Ubrań i butów nigdy za wiele. Taka jest moja dewiza. Która z kobiet się za mną nie zgodzi? Myślę,
że żadna. My już tak mamy. A właściwie taka nas stworzyła natura. Że chcemy się
zawsze podobać mężczyznom. Mimo, że mam już sporo butów w szafie, to wciąż mam
ochotę kupować nowe. Kiedy zobaczę jakieś ładne sandałki, półbuty czy też
klapeczki, to mam nieodpartą ochotę je sobie kupić. Gdybym miała nieograniczone
możliwości, to podejrzewam, że miałabym tyle par, że mogłabym otworzyć własny
sklep obuwniczy. Hi hi. Ale nie ma tak dobre. Muszę być rozsądna w wydawaniu
pieniędzy na modowe ciuszki czy buty. Tak więc postanowiłam zapolować na
wyprzedażach. W wielkich centrach handlowych , jest ich teraz sporo. Buciki
letnie sandałki, klapki. Różne fasony i kolory. Całe mnóstwo letnich cudeniek.
Ceny o połowę do siedemdziesięciu procent niższe. A w niektórych sklepach to
nawet trzecia gratis para. No i jak tu być obojętnym na te pokusy. Handlowcy o
tym wiedzą doskonale. Żeby sprzedaż szła na przód, to trzeba czasami spuścić z
cen. Wczoraj poszłam do salonu Kari. No i oczywiście na zakupie jednej pary się
nie obyło. Jedna przecena, druga i ostatnia para dodatkowo, z zaoszczędzanych
pieniędzy z poprzednich. A jeszcze apaszka i okulary przeciwsłoneczne. Z tymi
nowymi zakupami, bardzo zadowolona i szczęśliwa wróciłam do domu. Ugotowałam
smaczny obiadek dla męża i obydwoje jesteśmy zadowoleni. Bo dobry humor jednego
z nas, wpływa też pozytywnie na drugiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz