Przyjechała kiedyś do mnie rodzina. Czworo ludu: ojciec, jego dziewczyna, moja ciotka i dziadek. I tak sobie przyjechali pewnego upalnego dnia i żadne z nich nie miało ze sobą kapci. Dziadku zdejmuj te buty przecież się zapocisz! Aaaaale ja nienienie mam kapciów. Na to dziadek. Ale ja mam całą baterię kapci zobacz takie szmaciaczki, takie np. laczki na twardej podeszwie. Daj mu tamte szmaciaki przewiewne. Nooo daj. Mówi ciotka która już z gorąca się niecierpliwi. A skąd masz tyle tych kapci, pyta ojciec. A kiedyś była promocja na necie to Se zamówiłam różne rozmiary, kolory. Tam gdzie zamawiam jest wszystko do wyboru do koloru. Dziadek tak spojrzał. A jak ty zamawiasz? No to chodź robię kawę i ci pokażę. Siedzimy sobie a dziadek najbardziej zafascynowany gapi się w ekran komputera i klika coś. Dziadku jak chcesz to ci zamówię jakieś fajne kapciuszki. Nienie ja sam spróbuję. I jakieś 20 minut później ja patrzę, a dziadek zamówił sobie kapcie, kozaki na zimę buty wizytowe. Ale dziadku patrz na rozmiar jaki masz rozmiar. 38 A zamówiłeś 34 No dziadku. Anuluj tamto i zacznij jeszcze raz. Pomogę ci jednak. No dobra. I tak siedzieliśmy z dziadkiem, a reszta rodzinki grała w karty no fajnie, ale przynajmniej dziadek będzie w końcu miał kapcie jak należy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz