Ale miałam ciężki tydzień dzień w dzień na nogach w eleganckich butach. Jestem sklepową w biedronce. Boże drogi normalnie kiedyś się zwolnię. Mało że muszę obsługiwać klientów przy kasie to jeszcze dźwigam towar. Tyle osób w tym zakichanym markecie, a wszystko na mojej biednej głowie. Gdzieś sobie dziewczyny na urlopy pojechały opalają się z brzuchami do góry, a ja muszę jeszcze w te upały zaiwaniać za pięciu. No nie wytrzymam też chcę mieć wolne! A tu jedna paleta, druga, trzecia jakie to ciężkie. Kiedy poprosiłam ochroniarza o pomoc to powiedział mi że on ma inne zadania. Ale człowieku! ?Ty jesteś facet i jesteś silniejszy ode mnie no wziąłbyś te parę paczek razem ze mną a nie stoisz jak taki hrabia i tylko ślipia wypatrujesz! Idź do swojej roboty kobito i nie zawracaj mi głowy. O poczekaj chłopysiu! Poprosisz mnie kiedyś o fajki, albo żebym ci kawy naparzyła poczekaj. Nic nie dostaniesz powiedziałam mu! Jezu no dobra pomoge ci co tam masz? A teraz to się wypchaj trocinami stój Se gdzie stoisz może korzenie zapuścisz! I poszłam, nie będę się przecież prosić. Taki bysior i nic tylko niby pilnuje, a jak miesiąc temu kobita skradła batonika bo była nie dość że upośledzona to jeszcze głodna i brudna to ją chciał rozszarpać debil jeden! I tak mijał dzień po dniu. Ja te towary w tych wysokich butach dźwigałam i dźwigałam. Aż wreszcie przyszedł koniec tygodnia. I gdy przyszłam w piątkowy wieczór do domu z przyjemnością zaparzyłam sobie herbaty i ubrałam się w domowe kapcie I usiadłam w pokoju poczułam nagle wszechogarniający mnie spokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz