Dziś
chciałabym Wam opowiedzieć o czymś, co odkryłam i co muszę przyznać, bardzo
mnie wciągnęło :) a dostałam to w prezencie na ostatnie Święta Bożego
Narodzenia. Są to wspaniałe polskie komedie romantyczne z serii „W starym
kinie”. W sam raz na długie zimowe wieczory czy mamy ferie czy też ferii nie
mamy :)
Jeden z filmów, który
mi się bardzo spodobał nosi tytuł „Książątko”. Trzeba dodać, że miał on swoją
premierę w 1937 roku. Główne role gra tam; Karolina Lubieńska i Eugeniusz Bodo –
Pan Rolski, słynny przedwojenny aktor. Ona zakochana w nim bez pamięci, widuje
go tylko na poczcie, w której pracuje. On, bogaty, w ogóle jej nie zauważa, gdy
przychodzi na pocztę, aby wysłać listy. Nieoczekiwanie główna bohaterka wygrywa
w loterii. Plotka roznosi się po okolicy. Oczywiście, wszyscy stają się dla niej
mili. Właśnie wtedy pojawia się także chętny narzeczony, który wcześniej nie
zdradzał swoich intencji :) Jednak główna bohaterka, korzystając z urlopu,
który akurat rozpoczynała, wyjeżdża w góry. Jest zima więc, pakuje się bierze ciepłe
buty i swoje narty i wyrusza do Krynicy Górskiej. Jest kompletnie nieświadoma,
że tam również jedzie jej ukochany - Pan Rolski. Akcja rozkręca się, kiedy oboje dziwnym zbiegiem
okoliczności spotykają się w hotelu w Krynicy Górskiej. On jak się okazuje,
przyjechał do swojej „przyjaciółki”. Za nią zaś podąża trochę namolny
„narzeczony, prawie, że”.Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedna
pokomplikowana sprawa, która zarazem ich zbliża i oddala od siebie. Na tym skończę,
aby Was zachęcić do oglądania :)
Pomyślicie skąd taki
dziwny tytuł postu? Co ma film do sportów zimowych? W następnym poście wyjaśnię
Wam, dlaczego właśnie taki tytuł napisałam: „Książątko” i sporty zimowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz