poniedziałek, 22 lutego 2016

kierowca bombowca

Jedziemy w końcu czy nie? Zapytałam mojego szanownego kolegi, który miał być naszym szoferem. Właśnie się ferie zaczęły i Marcin mój ukochany zaproponował wyjazd w góry na narty. No już jedziemy tylko zapakuję sprzęt. Odkrzyknął z przyległego pokoju Maciek. No ładnie Marcin Maciek. Ładnych sobie kompanów dobrałam Lubię towarzystwo mojego zwariowanego kolegi znamy się jeszcze z liceum. A w kompanii Marcin Maciek zdaję się mi że wesoło będzie. No ale nie przypuszczałam, że będzie też strasznie. Zapakowaliśmy buty kari takie do jeżdżenia na nartach.  Dobrze, że wcześniej zamówiłam, bo już nie mielismy. Wsiedliśmy do sportowego samochodu Maćka i jedziemy. Na dvd leci akurat film uprowadzenie Agaty. No ładnie będziemy w czasie jazdy oglądać film. Nonono! Wypasioną furę ma ten Maciuś. Uważaj jak jedziesz baranie! Wrzasnął nagle Maciek, jakiś leszczu zajechał mu tyłek. I nagle Maciuś taki uważny na drodze zaczął się ścigać z tym jak to określił baranem. No kierowca bombowca. Jak w filmie. Marcin niczego nie przeczuwając podśpiewywał sobie pod nosem. I nagle. Nagle zjechaliśmy w jakąś czeluść. Wyglądało to tak jakbyśmy do rowu wjechali. Pogrzało cię kierowco bombowco? Zapytałam oniemiała z przerażenia. Musiałeś się ścigać z tym baranem? Spytał Marcin. Oj już nie byliśmy w kolorowych humorach. Musiałem inaczej zajechałby nas na amen. No tak ale nie wyjedziemy teraz, bo wpadłeś w poślizg. No i cóż zaspa jak diabli. Dobra szofer nie marudź odparował odważnie Marcin. Wypchnę cię. Załóż antypoślizgowe onuce na nogi, powiedziałam. Już dawno je mam na nogach. Kozaki kari nie tylko są ocieplane, ale mają również tę zaletę, że wygrają z każdą zaspą. No to w górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz