poniedziałek, 29 lutego 2016

Karling – ciekawy sport zimowy..



            Pisałam Wam wcześniej o tym, jak ważne jest bezpieczeństwo podczas uprawiania sportów zimowych. Zapewne nikt nie ma, co do tego wątpliwości. Jest, jednak taki sport zimowy, który, wydaje mi się dość a może nawet bardzo bezpieczny :) Używa się w nim mioteł :) Ciekawe czy wiecie, o jaki sport zimowy mi chodzi :) Byłam mocno zaskoczona i muszę przyznać, że rozbawiona, gdy po raz pierwszy zobaczyłam ten sport zimowy w telewizorze w jakimś sportowym kanale. Myślałam, że to jakiegoś rodzaju próba techniczna przed prawdziwym sportem. Jednak, za moment podali wyniki, komentarze sędziów i punktacje drużyny, która właśnie występowała. Karling czy też Curling rozgrywany jest na lodzie. Opowiem Wam o nim tak jak ja go rozumiem, bo nigdy nie wczytywałam się w jego regulamin. Więc, cała zabawa rozgrywa się na lodzie. Na lodowisku, na którym rozgrywa się ten sport, jest narysowane pole, mi to przypomina lizaka.  Jest kilku zawodników. Jeden z nich bierze zamach i puszcza po lodzie taki ogromny krążek. Zawodnik ten jest umiejscowiony na początku tego lizaka i rzuca krążek tak, aby zatrzymał się w samym centrum główki lizaka. Wygrywa ta drużyna, której krążek będzie najbliżej centrum lizaka. Inni zawodnicy są umiejscowieni wzdłuż lizaka. Nie pamiętam czy mają oni jakieś specjalne stroje czy buty. Z pewnością muszą mieć łyżwy. Są oni wyposażeni w miotły. Pewnie się zastanawiacie, po co im one :) Otóż tymi miotłami wygładzają lód przed krążkiem, aby doszedł jak najbliżej centrum. Być może któryś z zawodników ma też szorstką miotłę, która czyni lód chropowatym i spowalnia w ten sposób krążek, jeśli jest zbyt rozpędzony. Wygrywa drużyna, której krążek jest najbliżej centrum.
            Warto wspomnieć, że od lat dwudziestych ubiegłego wieku jest to dyscyplina w zimowych igrzyskach olimpijskich. Nie wiem niestety, czy w Polsce można go trenować. Także, jeśli kogoś zainteresował ten sport zimowy to zachęcam, zwłaszcza podczas trwających jeszcze ferii zimowych do poszukania informacji o możliwości treningu :)

Zakopane ferie – część druga.



Kierujecie się do Zakopanego a po drodze wita Was piękna zima. Ośnieżone drzewa i Giewont. W górach śnieg utrzymuje się już od dawna i nie topi się. Jeśli jesteście głodni, możecie wstąpić do jednej z bardzo wielu restauracji. Możecie znaleźć też taką, która będzie odpowiadać Waszym finansowym zasobom. Jeśli nie jesteście głodni możecie udać się od razu na stok lub też możecie zrobić tak jak ja, czyli wyjść w góry :) Niestety nie mam jakiejś super kondycji, dlatego przeszłam się Doliną Kościeliska. Jest to bardzo spokojna i malownicza droga. Szli nią nawet rodzice z małymi dziećmi, najlepszy było jednak to, że mieli oni sanki :) i jak wracali to sobie zjeżdżali :)
Jeśli macie zamiar wybrać się tą trasą, to zachęcam Was abyście wzięli dobre, nieślizgające się i wygodne buty. Śnieg na trasie jest już mocno wydeptany i wyślizgany przez sanie. Bo jeśli zechcecie jest też możliwość wynajęcia sobie sani ciągniętych przez piękne konie. Ja przeszłam się piesze. Piękna jest to trasa. Wzdłuż szemrzącego potoku. Są też po drodze szerokie polany, pionowe ściany skalne. Jest nawet jedna jaskinia, przez, którą można przejść i wejść na inny szlak. Przede wszystkim jest tam cisza, spokój i piękne zimowe widoki :) Z pewnością nie jest to trasa dla osób lubiących wyczynowe sporty zimowe, ale zapewne każdemu od czasu do czasu sprawi przyjemność spokojny spacerek :)
            Chociaż wieczorem czułam zmęczenie w nogach. Przeszłam się trasą mierzącą około 13 kilometrów, doliną Kościeliska do najbliższego schroniska i z powrotem.
            Jeśli więc podczas ferii czy w zimie, czy lubicie sporty zimowe czy nie, zachęcam Was do odwiedzenia Zakopanego i okolicy, tylko pamiętajcie, żeby wziąć ciepłe ubranie i wygodne buty :)

Zakopane ferie – część pierwsza.



            Jeśli jeszcze macie szansę na ferie i jesteście w tej szczęśliwej grupie, że jeszcze ferie przed Wami lub jesteście w trakcie ferii to gorąco zachęcam abyście odwiedzili Zakopane. Byłam tam w tę sobotę i trochę niedzieli. Atrakcji jest tyle, że czasu na wszystkie nie starczyło :)
Dla osób lubiących sporty zimowe są oczywiście różne stoki narciarskie. Kto z Was lepiej jeździ na nartach, znajdzie dobre stoki dla siebie. Kto czuje się niepewnie, też znajdzie dla siebie jakiś stok a kto wcale nie umie a chciałby się nauczyć będzie miał do tego odpowiednie warunki na „oślej łączce”:) A jeśli, ktoś się obawia, że dzień jest krótki i dla niego to za mało czasu, to mam dla niego dobrą wiadomość, że stoki są podświetlane. Nie wiem, do której ale około godziny 20.00 były jeszcze pięknie rozświetlone.
            Do Zakopanego, czy sąsiednich miejscowości można też wpaść zupełnie niespodziewanie. Nawet w sobotę koło godziny 20.00 Znalazłam miejsce do spania :) Cała infrastruktura jest tam bardzo dobrze zorganizowana. Nawet, jeśli ktoś, nie ma odpowiedniego stroju czy butów zimowych lub butów narciarskich to może bez problemu kupić wszystko na miejscu. Chociażby w Nowym Targu, który jest po drodze z Krakowa do Zakopanego. Gdy byłam tam, najbardziej podobały mi się buty, kożuchy i torebki. Najpopularniejsze buty, jakie widziałam tam to skórzane kapcie. Są w różnych fasonach, kolorach, z futerkiem lub bez, wsuwane lub wkładane. Uroczo wyglądają takie małe na dziecięce stópki, może nawet na młodsze dziecko niż dwa lata. Można też tam, kupić piękne drewniane przedmioty, kosze na owoce, maselniczki a może mydelniczki, świeczniki i wiele, wiele innych rzeczy a zwłaszcza moje ulubione bujane fotele :) Może u kogoś z Was też w dzieciństwie był taki fotel. Dla mnie to piękne wspomnienie.
            Jak już kupicie buty zimowe i ciepłe ubranie, no i może jeszcze dobrego oscypka, jedziecie dalej :)

piątek, 26 lutego 2016

Kapcie do przedszkola




Moja córka chodzi do przedszkola. Od września co prawda, ale już zdążyła niszczyć kapcie, które kupiłam jej na początku. No niestety dzieci tak mają. Dużo biegają, ślizgają się. Poszłyśmy po południu do sklepów. Milena jest małą strojnisią i byle jakich kapci nie chciała. A to były brzydkie z koloru, wyglądu. A to jej nie pasowały. Co będzie potem, jak podrośnie to ja już nie wiem. W końcu weszłyśmy do salonu Kari. Może w końcu jakieś by wybrała. Na szczęście były tam różowe,  balerinki z materiału To nawet lepiej, że z materiału, nóżka nie będzie się pocić. A i miękko i wygodnie jej będzie. Siedzą w kapciach przecież w przedszkolu wiele godzin. W dom Milenka chodzi boso. Nie lubi nosić kapci. No ale w przedszkolu nie może przecie chodzić na bosaka. Te kapcie z Kari są nawet bardzo ładne i mnie się podobają. A przede wszystkim są funkcjonalne. Takie zwykła, wsuwane, spadałyby z nóg. Tak więc Milenka zadowolona i ja też. Potem poszłyśmy na lody. Milenka zjadła podwójną porcję. Rośnie to potrębuje dużo składników odżywczych. Na co dzień je dużo owoców i warzyw. Inne mamy skarżą się, że ich pociechy nie lubią warzyw. U nas w domu dużo je się żywności nieprzetworzonej. Dziecko nauczyło się, takiego sposobu odżywiania. Słodycze są owszem, ale to rzadkość. Nawet Milenka nie upomina się o nie za często.  

Mama i kalosze


Za dwa dni jadę do swojej mamy na wieś. Ma małe gospodarstwo i kilka kurek dla siebie chowa. Ma też kilka kaczek i jednego indora. Niby małe to gospodarstwo, ale trzeba chodzić i karmić ptaki. Czy święta, czy niedziela. Zwierzęta trzeba nakarmić i im posprzątać. Postanowiłam kupić mojej mamie nowe kalosze. Ma tam stare i dziurawe. Brudzą się jej skarpety, kiedy w nich idzie do pracy w kurniku. Zawsze chciałam jej coś kupić praktycznego. Widziałam na stronie internetowej sklep Kari. Poszukałam trochę i znalazłam tam kalosze. Są takie śmieszne. Bo w kwiatki. Kiedyś takich nie było. No to zamówiłam je i zapłaciłam przelewem. Ciekawe kiedy przyjdą. Posłałam je na adres mojej mamy. Niech ma niespodziankę. Ona nigdy nie robi takich zakupów To znaczy przezinternet.  Mama mówi, że najlepiej to iść do sklepu i samemu zobaczyć na własne oczy. To niech się przekona, że zakupy internetowe są dobre.  Przecież, gdyby nie pasowały, zawsze można je odesłać i zamówić inne. Do nowego kupowania mama nie może się przyzwyczaić. Trzeba zrozumieć starszych ludzi. Oni całe życie kupowali tradycyjnie. Nie przesadza się starych drzew. To i przyzwyczajenia są bardzo silne. Zresztą ma przecież mnie. Jak będzie trzeba to jej zamówię jakieś czy buty, czy coś innego. A na razie wybieram się do niej. Zobaczę jaką minę zrobi, jak kurier przyniesie paczkę z kaloszami. Nic jej nie powiem. Niech ma niespodziankę.