środa, 9 września 2015

DZWONEK




            Miesiąc sierpień był pełen wydatków. Spowodowany wyposażeniem dzieci w artykuły szkolne, książki do szkoły. Trochę z tym zwlekaliśmy do ostatniego weekendu to był ostatni dzwonek, by załatwić te sprawy. A dzieci miały swój pierwszy dzwonek, pierwszego września i musiały być przygotowane, zwarte i gotowe. Dużo zwlekać nie było sensu. Nawet nie mogliśmy. Musieliśmy działać. Dzieci zdążyły zrobić plan do których sklepów pojechać i listę zakupów. Bardzo się zorganizowaliśmy. Ułatwiło to zakupy. Poszło szybko i sprawnie. Na początku odwiedziliśmy sklep papierniczy następnie księgarnie, później szukaliśmy plecaków. Następnie sklepy odzieżowe, sklepy obuwnicze i tu zeszło najwięcej czasu. Dopóki nie natrafiliśmy na sklep Kari. Pieniędzy w portfelu ubyło. Więc, na ostatni sklep wiele nie zostało. Ceny musiały być przystępne. I takie były jakie oczekiwaliśmy. Mamy czwórkę dzieci. Zosi kupiliśmy balerinki za 59 zł w białym kolorze z paseczkiem podtrzymującym stópkę. Kasi kalosze, ponieważ z poprzednich wyrosła. Różowe w serduszka za 49 zł. Alicji tenisówki różowe w kwiatki za 39 zł a Tomkowi buty sportowe za 59 zł koloru granatowego. Z rozmiarami nie było problemu, wszystkie były dostępne w sklepie. Zakupy zrobione, pensja stracona a radość dzieci ogromna. Każdy przygotowany. Każdy pilnował swoich zakupów i trzymał w ręku torby. I tak z pełnym samochodem wróciliśmy do domu.

Swinka



Miałam w domu świnkę skarbonkę. Od dłuższego czasu świnka stawała się coraz cięższa. Wrzucałam tam pieniądze. Papierkowe również. I tak przyszła pora na rozbicie świnki. Postanowiłam kupić coś dla siebie. Nie musi to być coś praktycznego. Ale jednak jest. Postanowiłam kupić buty. Trzewiki, czy półbuty. Nadchodzi jesień, a ja nie za bardzo mam w czym chodzić. Kwota był dość spora, skarbonka długo była napełniana. Uzbierało się aż dwieście złotych. Za taką sumkę to już fajne buciki można dostać. Ja robię zakupy w ulubionym sklepie Kari. Tam jest zawsze duży wybór. Wybrałam się do sklepu i zaczęłam przeglądać sklepowe półki. Sporo z nich mi się podobało.  Musiałam się zdecydować na jakieś. Ale to nie takie łatwe. Przymierzyłam już chyba z sześć par. No i w końcu te, które mi się spodobały Czółenka damskie
T.TACCARDI
Z najnowszej kolekcji. Modne lakierowanie czubki. Obcas średniej wysokości i cena. Cena to dziewięćdziesiąt dziewięć złotych. To jeszcze sporo mi pozostało. Druga połowa sumy. A może w takim razie jeszcze jedne? To pytanie było retoryczne. Oczywiście, że jeszcze jedne. A co mi tam. Przecież to z zaoszczędzonych pieniędzy ze świnki skarbonki. Nie zostało nic innego jak przymierzać dalej buty. Teraz może jakieś wizytowe? No i były takie ładne z ozdobami. Eleganckie  kokardki na czubkach. W sam raz na wyjście.
Teraz kupię chyba jeszcze jedną świnkę i na nowo będę zbierać pieniądze. Też kupię za nie sobie coś fajnego.

wtorek, 8 września 2015

buty dla niewidomych

Jestem osobą niewidomą od urodzenia, jestem kobietą. I właściwie stereotyp głosi że każda kobieta powinna nosić buty na koturnie, szpilkach obcasie, broń Boże na płaskim. Ale ja jestem z natury buntowniczką i nigdy nie ubiorę butów na wysokim obcasie. Byłam kiedyś z moją byłą już przyjaciółką na zakupach i porządnie się pokłóciłyśmy. Bo ja chciałam za wszelką cenę kupić adidasy, a ona mi chciała wcisnąć szpilki. To przecież nie ładnie nosić adidasy jak jesteś kobietą. Ty musisz się nosić jakoś elegancko. Ale ja nie widzę i nie mam pewności że mam twardy grunt pod nogami gdy noszę szpilki. Próbowałam się wytłumaczyć. Nie gadaj głupio! Widoma niewidoma, masz nosić ładne buty a nie jak chłopczyca! Nie krzycz na mnie bo ludzie słyszą a poza tym ty mi nie będziesz mówić jakie buty są dla mnie wygodne. Owszem będę! Bo ze mną idziesz na imprezę to masz wyglądać jak kobieta a nie jak ślepiszcze w adidasach! Wyrwałam jej w końcu rękę rozłożyłam laskę i powędrowałam powędrowałam do domu. Nie poszłam z Beatą już nigdzie. Stwierdziłam, że nie będę już więcej chodzić za butami do sklepu. Tylko zamówię przez Internet i rzeczywiście zamówiłam śliczne balerinki na płaskim w których mogę także iść na imprezy nie rzucając się zbytnio w oczy. Przecież dla ładnego wyglądu nie będę się zabijać na nierównych chodnikach. Balerinki jak najbardziej! I nie tylko dla niewidomych.ą

ZAPRACOWANA



            Tak, jestem kobieta zapracowaną. Należę do typu pracoholika. Pracę stawiam na pierwszym miejscu. Ale, nie myślcie źle. Rodzina też jest dla mnie bardzo ważna. Staram się, by była również na pierwszym miejscu. Ex aequo z pracą. Robię tak, by zrównoważyć te dwie rzeczy praca - rodzina. Tak bardzo ważne jest znalezienie złotego środka. Nigdy nie chciałam, by moi najbliżsi cierpieli przez to. Staram się spełniać zawodowo zarówno w pracy jak i w domu. Jest ciężko. Czasami bardzo ciężko. Przyznaję się. Często też zapominam o sobie. Nie mam czasu dla siebie. Ale nad wszystkim czuwa mój mąż. Taki kochany. Bez niego nie możliwe, by było pogodzenie tych dwóch wartości. Bo cóż w dzisiejszych czasach bez pracy? A bez rodziny? Tym bardziej. Bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu. To jemu wszystko zawdzięczam. Zaskakuje mnie codziennie. A wczoraj zaskoczył mnie tak, że przyniósł mi pudełko a w nim prześliczne buty. Nie spodziewałam się skąd wiedział, że moje w których chodzę do pracy się zniszczyły. Cały on i jak tu go nie kochać. Buty kupił w Kari. Fason oczywiście w moim stylu. Skórzane półbuty damskie na solidnym obcasie. Kolor jasnego brązu, sznurowane. Ach cudeńka. Trafił idealnie. Będę w nich śmigać zarówno do pracy jak i z pracy do domku. Sprawił mi wielką radość. Dziękuję.

poniedziałek, 7 września 2015

ZAKRĘCONA



            Niedawno a mianowicie parę dni temu zapoznałam się z pewnym chłopakiem. Chłopakiem, który spodobał mi się od pierwszego wejrzenia. Tak naprawdę. Nigdy nie wierzyła, że coś takiego mnie spotka. Byłam bardzo zaskoczona tym uczuciem, które tak szybko się pojawiało w moim sercu. Sercu, które od dnia spotkania znacznie szybciej bije. Umówiliśmy się na pierwsze spotkanie, wybraliśmy naturalne miejsce a mianowicie park. Postanowiliśmy po nim pospacerować. Byłam bardzo oszołomiona, zakręcona i nie mogłam się doczekać spotkania. Kiedy się spotkaliśmy szybko okazało się, ze jesteśmy bratnimi duszami i mamy wiele wspólnego i wiele wspólnych tematów. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy się, aż zapomnieliśmy o całym świecie. Z tego wszystkiego jak się później okazało zapomniałam torebki, która kupiłam w Kari. Musiałam zostawić ja na ławce w parku. Szukaliśmy ale już tam jej nie było. Na szczęście nic wartościowego w niej nie miałam. Pieniądze trzymałam przy sobie. Ale bardzo szkoda zrobiło się mi na myśl, że już jej nie mam. Tak mi się spodobała. Od razu posmutniałam. Ale przecież nic nie stało na przeszkodzie, by kupić sobie nową lub taką samą  w Kari. Następnego dnia wyruszyliśmy w poszukiwaniach. Kupiłam identyczną w odcieniach brązu torebkę na co dzień  z paskiem na ramie. Cena wyniosła 99 zł. To nic w porównaniu do mojego zadowolenia. Trudno stało się jak stało. Dobrze, ze była druga taka sama. A pieniądze? To nie wszystko.

PRZED LOTNISKIEM



            Sklep Kari odwiedziłam, gdy wraz z moją córką Olą jechałyśmy na lotnisko. Wykupiłyśmy wakacje, by spędzić ze sobą więcej czasu niż zwykle jest to możliwe. W drodze jednak okazało się, że moja zakręcona córka nie spakowała sandałów. Zaplanowany wyjazd miał być bardzo aktywny, więc sandały były sprawą niezbędną. W pośpiechu wstąpiłyśmy do galerii handlowej. Ta sprawa przypomniała się w ostatniej chwili. Miałyśmy jeszcze trochę czasu, więc problemu nie było. Do domu jednak było za daleko, droga powrotna była za długa, powrót nie wchodził w grę. Samolot na nas wiecznie czekać nie będzie. Pierwszym z brzegu sklepem obuwniczym , był sklep Kari. Trzeba było szybko robić zakupy. O pomoc poprosiliśmy panią ekspedientkę, która w bardzo ekspresowym tempie wyszukała nam sandały w odpowiednim rozmiarze. Miałyśmy do wyboru 5 par. Najbardziej spodobały się sandały damskie płaskie koloru białego za 79 zł i bardzo podobne do tych tylko koloru granatowego za 49 zł po przecenie z 79 zł. I jeszcze jedne koloru białego z delikatnymi ćwiekami za 39 zł po obniżce – 20 %, na które skusiłam się ja. Ola wybrała te granatowe po rabacie. Zakupy przebiegły bardzo sprawnie i szybko, nie wydałyśmy dużo pieniędzy. Ze sklepu byłyśmy i jesteśmy zadowolone, ponieważ buty są bardzo solidne i służ nam dalej. A co najważniejsze samolot nam nie uciekł.

Buty



Nadszedł wreszcie i wrzesień. Nielubiany miesiąc przez prawie wszystkich uczniów. Choć i są wyjątki. A to z powodu powrotu do szkół. Wakacje  się skończyły, niestety. No i pora roku też się bardzo różni od poprzedniej. Zimno, słota i coraz krótsze dni, sprawiają, że się smucimy. Jest wyjątek od tej reguły. Moja młodsza córka. Nie dość, że lubi szkołę, to jeszcze lubi jesień. Czego ja nie umiem zrozumieć. Ale to moja córka, więc akceptuję to, że ma swoje zdanie. A to ze względu na to, że we wrześniu obchodzi urodziny. Nie ważne które, bo tego się kobietom nie wypomina. Zawsze pieczemy z tej okazji wielki tort. Robimy rodzinne przyjęcie. I jak tu nie lubić tego miesiąca? Rodzinka duża. Prezenty, prezenty i jeszcze raz prezenty. Każdy z  jakimś prezentem zapukał owego dnia do naszych drzwi. Oczywiście córka otwierała i witała gości. Zapraszała do stołu i przyjmowała życzenia. Dostała mnóstwo nowych rzeczy. Drobiazgów. Kosmetyki, bluzeczki. Ale od nikogo nie dostała butów. I całe szczęście, bo to był pomysł dla mnie. Wiem, że nie kupuje się komuś butów. Ale już zapłacenie za nie w sklepie jest dobrym rozwiązaniem.  Więc następnego dnia poszłyśmy do sklepu obuwniczego po prezent ode mnie. Córka przebierała w bucikach, jak w przysłowiowych ulęgałkach. Im więcej ich przymierzała, tym trudniej było na coś się zdecydować. No ale wreszcie znalazła takie, jakie jej się podobały. Czółenka damskie
T.TACCARDI
Oj czy to nie za wysokie obcasy? Spytałam. Przecież się na nich zabijesz chodząc. Ależ mamo, przecież muszę się nauczyć. W dorosłym życiu zawsze będę chodzić na takich. Kobiety eleganckie właśnie takie noszą.  Odpowiedziała z zadowoloną miną. Udałyśmy się do kasy i zapłaciłam za buty. Najważniejsze, że jej się podobał przezeń od mamy.