W zeszłym miesiącu przytrafiło mi się coś strasznego.
Zaginęła moja torebka, wraz z całą zawartością. Na moje szczęście nie miałam
tam prawie całego dobytku, jak to zwykle noszę. Bo jechałam do koleżanki na
noc. Były w torebce same kosmetyki, niewielka ilość gotówki i legitymację
szkolna. Tej ostatniej było mi najbardziej szkoda. Zgłosiłam ten fakt, gdzie
trzeba. Będę musiała sobie w tym roku szkolnym wyrobić drugą. A na razie jeżdżę
na całym bilecie. Kosmetyków miałam w domu jeszcze spory zapas. Jednak przykra
sprawa. Nie wiem, jak to się stało. Po prostu siedziałam na ławce i nie wiadomo
kiedy torebka zniknęła. Wróciłam tego wieczoru do domu i zadzwoniłam do
koleżanki. Opowiedziałam co się stało. Dobrze, że telefon noszę w kieszeni spodni.
Gdyby nie to, to byłoby wielkie nieszczęście dla mnie. Bo jak dla każdego
człowieka, telefon to jeden z
najważniejszych środków łączności i informacji. Odkąd mam w telefonie Internet,
niemal cały czas zaglądam w sieć. A to na portale społecznościowe, a to
najnowsze wiadomości. I właśnie dzięki internetowi w telefonie znalazłam stronę
sklepu Kari. A w nim ofertę torebek. No
ale kasa też mi zginęła razem z torebką, to nie bardzo mogłam sobie pozwolić na
zakup, chociażby najtańszej z niech. Wówczas moja mama, widząc rozpacz w moich
oczach, zaproponowała. Kupię ci nową torebkę. Wybierz sobie taką, która ci się
spodoba i mnie nie zrujnuje. Ależ mamo, w tym sklepie są niedrogie torebki. To
poszukaj. Mama zgodziła się na czarną torebkę z ćwiekami. Taka podobała mi się
najbardziej i nie była droga. Kosztowała dwadzieścia osiem złotych. Tak oto mam
nową torebkę i nauczkę. Aby lepiej pilnować swoich rzeczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz