środa, 21 września 2016

Zgubiona torebka




W zeszłym miesiącu przytrafiło mi się coś strasznego. Zaginęła moja torebka, wraz z całą zawartością. Na moje szczęście nie miałam tam prawie całego dobytku, jak to zwykle noszę. Bo jechałam do koleżanki na noc. Były w torebce same kosmetyki, niewielka ilość gotówki i legitymację szkolna. Tej ostatniej było mi najbardziej szkoda. Zgłosiłam ten fakt, gdzie trzeba. Będę musiała sobie w tym roku szkolnym wyrobić drugą. A na razie jeżdżę na całym bilecie. Kosmetyków miałam w domu jeszcze spory zapas. Jednak przykra sprawa. Nie wiem, jak to się stało. Po prostu siedziałam na ławce i nie wiadomo kiedy torebka zniknęła. Wróciłam tego wieczoru do domu i zadzwoniłam do koleżanki. Opowiedziałam co się stało. Dobrze, że telefon noszę w kieszeni spodni. Gdyby nie to, to byłoby wielkie nieszczęście dla mnie. Bo jak dla każdego człowieka,  telefon to jeden z najważniejszych środków łączności i informacji. Odkąd mam w telefonie Internet, niemal cały czas zaglądam w sieć. A to na portale społecznościowe, a to najnowsze wiadomości. I właśnie dzięki internetowi w telefonie znalazłam stronę sklepu Kari.  A w nim ofertę torebek. No ale kasa też mi zginęła razem z torebką, to nie bardzo mogłam sobie pozwolić na zakup, chociażby najtańszej z niech. Wówczas moja mama, widząc rozpacz w moich oczach, zaproponowała. Kupię ci nową torebkę. Wybierz sobie taką, która ci się spodoba i mnie nie zrujnuje. Ależ mamo, w tym sklepie są niedrogie torebki. To poszukaj. Mama zgodziła się na czarną torebkę z ćwiekami. Taka podobała mi się najbardziej i nie była droga. Kosztowała dwadzieścia osiem złotych. Tak oto mam nową torebkę i nauczkę. Aby lepiej pilnować swoich rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz