czwartek, 22 września 2016

Marznące stopy.



            Jak już wspominałam Wam w moim poprzednim poście, łatwo i szybko marzną mi stopy. Może wśród Was też ktoś taki jest, więc chciałam się z Wami podzielić moim sposobem na chłodne poranki i trochę cieplejsze dni, czyli jakie buty zakładam.
            Dla mnie osobiście podstawą jest, aby w miarę moich możliwości finansowych kupować buty ze skóry naturalnej. Ja bardzo wyraźnie odczuwam różnicę w komforcie stóp a tym samym w moim komforcie. Tak samo jak zaskakujące było dla mnie kiedyś, takie doświadczenie z moim ubiorem. Było chłodno i założyłam sweterek grubszy, ale ze sztucznych materiałów i było mi chłodno. Kolejnego dnia była podobna temperatura i założyłam cieńszą bluzkę, ale z dobrej, jakości materiału i było mi cieplej. To naprawdę było dla mnie ciekawe odkrycie.
            Chciałam podkreślić, że piszę tylko o moim doświadczeniu i odczuciu, bo z pewnością może być ktoś, dla kogo nie ma żadnej różnicy czy ma buty ze skóry naturalnej czy z materiałów syntetycznych. Mogą być też osoby, które są jeszcze bardziej wrażliwe w tym zakresie niż ja, a mogą być osoby takie jak ja :).
            Jak pisałam wyżej podstawą jest dla mnie but ze skóry naturalnej. Podczas tych chłodnych dni zakładałam po prostu dłuższą spódniczkę, czyli taką w pół łydki i do tego balerinki ze skóry naturalnej. Było mi troszkę chłodno, ale nie zmarzłam :) Żeby się troszkę rozgrzać przyśpieszam kroku idąc na przystanek. Ten sposób, czyli dłuższa spódniczka i baleriny sprawdzają się bardzo dobrze, gdy wiem, że będzie słońce tego dnia, które mnie ogrzeje, choć trochę. Bo jeśli jest wiatr i nie ma słońca to już pojawiają się momenty gdzie mogę zmarznąć; na przykład czekając długo na autobus. W następnym poście napiszę Wam, co robię, jeśli jest wiatr i nie ma słońca :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz