Była
piękna polska jesień, kiedy postanowiliśmy z przyjaciółmi odwiedzić jakiś
górski kurort. Najlepiej, żeby to było gdzieś daleko od ludzi. Jakieś taka
chata góralska na zboczu wzgórza. Jacek od razu zaczął szukać w Internecie
ofert. Znalazł jedną, taka która nadawała się dla całej naszej piątki
przyjaciół. Nocleg był już zamówiony i wszystko opłacone, zostało jeszcze tylko
kupić bilety. Biletami zajęłam się ja i Kaśka. Mamy wśród na jedną osobę
niepełnosprawną Izę, więc kupimy bilet dla niej i jednego z nas jako
przewodnika. Zawsze trochę taniej. Bo z pracy studentów to nie ma za wiele
pieniędzy. A wydatki są spore. A to akademik, a to jakieś ksero na okrągło i
takie tam różne potrzebne rzeczy. O jedzeniu już nie wspomnę, bo je to każdy
musi kupić. Ale na przyjemności mieliśmy trochę zaoszczędzone. W zeszłe lato pracowaliśmy
za granicą. Tak więc wszystko było gotowe. Nadszedł ten dzień. Wyruszyliśmy z
samego rana. Mieszkamy na północy kraju, do gór jest spory kawał drogi. Na
szczęście połączenie było super. Tylko z jedną przesiadką. Do Krakowa
zajechaliśmy o godzinie siedemnastej. A potem do małej miejscowości górskiej
busem. Które tu są tak popularne. Nazajutrz wyruszyliśmy w góry na zwiedzanie.
Mężczyźni wzięli ciężkie plecaki, bo każdy zapakował też bagaż koleżanki. My z
małymi plecakami z jedzeniem i piciem na drogę. Wiadomo w górach trzeba mieś
przy sobie prowiant i ciepłą odzież, na w razie czego. No i jak na złość
rozpadało się na dobre. Byliśy daleko od domu i niestety zabłądziliśmy. Długo
nie mogliśmy znaleźć drogi powrotnej. Ale na szczęście znaleźliśmy małą chatkę.
Gospodarz przyjął nas na nocleg. A rano znów ruszyliśmy w dół zbocza. Trafiliśmy
w końcu na nasze miejsce stacjonowania. Gospodarz martwił się o nas. Na
szczęście wszystko dobrze się skończyło. Następnego dnia poszliśmy do sklepu,
oddalonego o pięć kilometrów. I znów rozpadało się. Mieliśmy przemoczone buty.
Nie zdążyły nam jeszcze wyschnąć nawet z poprzedniego zamoczenia. A niestety
każdy wziął po jednej parze. Kiedy wróciliśmy do naszych domów do Gdańska,
postanowiliśmy jak najszybciej kupić sobie dobre nieprzemakalne obuwie. Ja
kupiłam w sklepie Kari, bardzo modne
teraz smokasyny. Buty sportowe na koturnie
T.TACCARDI
T.TACCARDI
Te nie przemokną mi, choćby padało następne
trzy dni. A na końcu przypomniało mi się, że piosenkę pod tytułem” Trzy dni w
deszczu” nagrał kiedyś zespół Wilki.
Zawsze będzie mi się ona kojarzyć z naszą mokrą wyprawą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz