Kiedy wybierałam się w odwiedziny do rodziny, musiałam zapoznać
się z rozkładem jazdy autobusów. W Internecie na stronie przewoźnika znalazłam
odpowiednie informacje. Spakowałam rzeczy w sporych rozmiarów walizkę. Do tego
jeszcze torba podróżna i torebka na ramię. No i oczywiście siatka z prowiantem
na drogę. Walizka ciężka, ręce zajęte i na ostatnią chwilę przybyłam na
dworzec. Jak to zawsze ja. Ale dostałam nie lada nauczkę. Widziałam autobus
stojący już na stanowisku, więc ruszyłam w te pędy. Żeby na niego zdążyć. No i stało
się to, przed czym mnie nie raz mama ostrzegała. Zahaczyłam o wystający krawężnik.
Leżałam jak długa. Kolano zdarte do krwi, urwał mi się pasek od sandałków. I jestem w kropce. Nie
wiem co robić. Czy jechać tym autobusem, bo przecież buty popsute. A na bosaka
to nie bardzo w wielkim mieście chodzić. Zrezygnowałam więc z jazdy tego dnia.
Pojadę jutro. Przebukowałam bilet na następny dzień i wróciłam do domu
taksówką. Zmieniłam obuwie i ruszyłam do sklepu po nowe sandałki. Obeszłam
wiele sklepów, aż trafiłam do salonu Kari. Było tu dużo wzorów i fasonów
letnich butów. Ja oczywiście szukałam sandałków. Jakieś jasne i na płaskiej
podeszwie. Zauważyłam jeszcze ładna torebkę. Taką małą kopertówkę. Kopertówka
Daniele Patrici
Daniele Patrici
Sandałki białe i torebeczka też. Ładnie razem pasują. Więc nie mogłam się oprzeć. No i jutro ruszam znowu
w drogę. Tym razem w nowych sandałkach i z nową torebką. Jutro przyjdę o wiele
wcześniej na dworzec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz