środa, 22 lipca 2015

buty do pracy

I znów ta robota niewdzięczna! Kiedyż to wreszcie się skończy? Pracuję w sklepie z kosmetykami. Mam durnego szefa, bo każe przychodzić do roboty w szpilkach. A ja przecież i nie tylko ja cały dzień w tym sklepie stoję. I nie wytrzymuję już. Nogi mi puchną, Nie jestem przyzwyczajona do chodzenia w szpilkach. No co on sobie wyobraża. Chce nas poderwać na buty czy jak? Dzisiaj się zbuntowałam założyłam do pracy najzwyczajniejsze w świecie tenisówki zakupione w sklepie kari brązowe nawet pasują do brązowej spudnicy. To nie są sportowe tenisówy tylko nawet ładne przypominające trochę baletki. I wreszcie moje zmęczone nogi mogą odpocząć. Teraz mogę sobie stać! Hehehehe pomyślałam sobie raźno wchodząc do sklepu. Niestety. Radość trwała krótko. Szef się na mnie obejrzał. I zaraz mnie zrugał. Co to ma być? To nie gimnastyka poranna! Szpilki nie tenisówki! A nie to won! Na próżno tłumaczyłam szefowi i pokazywałam opuchliznę jeszcze trochę a mogłabym nabawić się żylaków. Ale uparty osioł się zawziął i z miejsca mnie po prostu zwolnił jak śmiecia! Jak taką zużytą ścierę do naczyń!  I gdzie ja teraz pracę znajdę. Trójka dzieci mąż na rencie bo ciężko chory na wózku. Łoj Boże Boże. Pożaliłam się mojej najdroższej przyjaciółce. Ona mówi. Stara! Nie martw się u mnie w firmie to możesz nawet na bosaka łazić. A swoją drogą fajne masz te buty. Ja u ciebie? No tak na stanowisku menedżera zwolniło się miejsce, bo właśnie miesiąc temu zwolniłam tego pijaka buraka jednego Marka który nic nie robił ino w robocie mi chlał i nie wywiązywał się z niczego. Przyjdź do mnie na pewno się nadasz. Kumpela ma bar i chyba potrzebna jej na gwałt była prawa ręka. Więc zgodziłam się od razu. Zarobki też niczego sobie. I mogę chodzić w tenisówkach.                   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz