czwartek, 9 lipca 2015

bezdomna

Jest czwartek godzina 14 a ja się bardzo śpieszę na pociąg do Krakowa. Kurcze blade ten autobus 84 miał z ulicy Igżyskowej w Fordonie wyjechać 10minut temu i już jest spóźniony a ja o 15 30 mam ten  zakichany pociąg. O mój Boże w końcu jest. Jadę jadę i dojechałam kupuję bilet, jest mi ciężko bo jadę na rok i mam walizę zapakowaną ciuchami butami żarciem kawą herbatą parasolem berrrr ale pada znowu i mi nikt nie pomógł. Co za ludzie. Aż tu nagle coś tak wącham oj ale fetor. Odsuwam się i czuję uporczywe natarczywe spojrzenie w moją stronę. Chciałam już to zignorować w końcu tych bezdomnych jest na pęczki. Ale to spojrzenie no w końcu odwróciłam głowę. I przeraziłam się. Przede mną stała kobieta przemoknięta, zziębnięta. Wyglądała tak jakby od kilku miesięcy nie miała gdzie spać oczy jej błyszczały gorączkowo no jak nic miała potworną gorączkę. Ubrana tylko w  krótkie spodenki bluzeczkę na ramiączkach i o zgrozo boso. Pomyślałam pewnie to jakaś krewniaczka Cejrowskiegohehehe. Ale no nie przypuszczam, krewniaczka Cejrowskiego owszem chodziłaby boso ale nie wyglądałaby jak żywy trup. A ona tak wyglądała. Poprosiła mnie takim błagalnym głosem żebym jej kupiła coś do jedzenia. Miałam nie wiele czasu ale zabrałam ją do makdonalda i kupiłam hamburgery. Zjadła 4 była głodna. Nogi miała spuchnięte. Ledwie chodziła. Więc postanowiłam że po pierwsze wezwę na dworzec karetkę a po drugie podaruję jej tenisówki które kupiłam niedawno w sklepie kari. Przynajmniej trochę będę miała mniej do noszenia. Więc dałam jej buty. Podziękowała ale widziałam że nie ma siły ich założyć na nogi i kiedy przyjechała karetka poprosiłam sanitariuszy żeby pomogli jej założyć buty, bo naprawdę nie miała siły. Kobieta jak się później dowiedziałam żyje jest w schronisku i szuka pracy spotkałyśmy się któregoś dnia na tym samym dworcu pół roku później. I podziękowała mi serdecznie. Wyglądała już dużo lepiej przeżyła potworne zapalenie płóc ale wyszła z tego cało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz