Idę
boso, niech mnie niosą bose nogi do KARI. Nie mam nic, moje najlepsze buty się
rozpadły. Zostałam z niczym. Nie, nie na pewno w Wojciecha Cejrowskiego nie
wezmę przykładu. Stanowczo mówię, nie! Boso przez świat chodzić nie będę. Boso
mogę pójść jedynie do sklepu z obuwiem. Ulubionego i kochanego sklepu KARI. Tak
wczoraj dyskutowałam z moim mężem, który ciągle stwierdza, że moja panika jest
nie uzasadniona. Jak to nie uzasadniona? Moje najlepsze buty jakie kiedykolwiek
sobie kupiłam najzwyczajniej w świecie się rozpadły. Muszę je wyrzucić. Tak
mnie serce boli. Ale cóż takie jest życie wmawiam sobie i tłumacze. Na
szczęście moja znajoma wysłała mi na facebooku link do sklepu online. Sklep się
nazywał KARI. Podobno obuwie bardzo solidne, sama sprawdziła. Kliknęłam w link
i zobaczyłam cudeńka buty, wszystkie w moim guście. Piękne. Nie mogłam się
zdecydować na jakie się skusić i skusić mojego męża, żeby mnie tam zabrał. Nie
jestem przekonana do zakupów przez Internet, po prostu jakoś nie mogę się
przełamać. Boję się. Może i to wygoda, ale ja wolę dotknąć, sprawdzić,
przymierzyć, bo przecież inaczej na każdej nodze wyglądają. A mój mąż tak
leniwy, ciężko go z domu wyciągnąć.
Chyba będę musiała się przełamać i wypróbować sklepu online. Ale za nim
przyjdzie mi ta przesyłka wolę załatwić tą sprawę. I mojego męża wyciągnąć na
przejażdżkę do galerii. Bo przecież zostałam bosa, bez obuwia. Jest lato, więc
na pewno wybiorę sandały. Jutro rano wyruszamy na zakupy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz