Lato
skończyło się, a więc i sezon letni już za nami. Ale to nie dramat, trzeba
umieć znajdować sobie powody do zadowolenia. Nigdy szklanka nie jest pusta. W
połowie jest pełna przecież. Tak więc nie martwię się, bo z końcem sezonu
rozpoczynają się wyprzedaże. Tak i w moim ulubionym sklepie Kari się dzieje.
Okazja, goni okazję. Upatrzyłam sobie fajne balerinki.
W pięknym
kolorze morza. Takie wspomnienie lata. Na przodzie i bokach mają przyczepione
koraliki, kwiatki. Co nadaje balerinkom nutkę elegancji. Są zrobione ze skóry
ekologicznej. Nie drogie, bo w cenie dwadzieścia dziewięć złotych. No więc
może jeszcze jedne? Szukałam dalej. Teraz w innym kolorze. Najlepiej
uniwersalnym.
I już znalazłam odpowiednie. Czarne, też po dwadzieścia
dziewięć złotych. Na niskim obcasie, ze skóry ekologicznej i kauczukową
podeszwą. A na około dziurki i przewleczoną przez nie sznurówką. Świetnie to
wygląda. Jakbym je miała wiązać, ale nie na przodzie tylko na około stopy.
Takiej ozdoby jeszcze Żadna z moich koleżanek nie ma. Choć kolekcje butów,
niektórych z nich są imponujące. Moja zresztą też taka jest. W końcu jesteśmy
kobietami modnymi. Takie jest moje zdanie. Że kobieta modna, powinna mieć buty
na każdą okazję. Takie moje motto. Więc
z koleżankami prześcigamy się w nowych fasonach i kolorach. Ja mam zawsze dobry
sklep. To Kari. Mój ulubiony. Choć w końcu się złamałam i odkryłam przed
przyjaciółkami swoją tajemnicę. A niech tam będzie, przecież całego asortymentu
i tak sama nie wykupię. Musiałabym być milionerką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz