czwartek, 28 lipca 2016

W jakich butach zwiedziłam Chorwację.



            Parę lat temu byłam ze znajomymi w Chorwacji. Pojechaliśmy sami samochodem i wynajmowaliśmy kwatery prywatne. Mój znajomy, który skończył studia geograficzne był zarazem naszym przewodnikiem, kierowcą i kucharzem. Naprawdę bardzo przyczynił się do tak wspaniałego wyjazdu. Oczywiście był podział obowiązków podczas gotowania i sprzątania. Żeby nie było, że nic nie robiłam :).
            W Chorwacji było wspaniale. Byliśmy na początku lipca, więc było upalnie. Temperatury dochodziły codziennie do 30 – stu i ponad 30 – stu stopni Celsjusza. Największa temperatura to było 36 stopni. Naprawdę klimatyzacja w samochodzie się przydała :). Najwspanialej było wsiąść do już wychłodzonego samochodu. Z kolegą geografem zwiedzanie było już pół roku wcześniej przygotowane, ale nie było gonitwy za zabytkami. Muszę Wam powiedzieć, że tej gonitwy najbardziej nie lubię, bo wtedy zamiast odpocząć podczas swojego urlopu to przyjeżdżam jeszcze bardziej zmęczona i wciąż muszę odpocząć :).
            W związku z tym, że mam wrażliwe stopy wzięłam sobie chyba ze trzy pary butów; jakieś buty sportowe, sandały, klapki a i jeszcze chyba japonki. Będąc przygotowana na każdą okazję :).
            Temperatura mnie tam zaskoczyła, wiedziałam, że będzie ciepło, ale to jest coś innego wiedzieć a poczuć to na własnej skórze :). Z tych wszystkich butów chodziłam w klapkach, takich zwyczajnych skórzanych. Podobne były do tych Klapki z dużym białym kwiatem, tylko, że beżowe. O taki kolor jak te: Ażurowe klapki w kolorze beżu. Świetnie się sprawdziły i co najważniejsze nie obtarły mnie, bo tego się najbardziej obawiałam. Możecie pomyśleć jak by było mi smutno jak bym wyjechała tyle kilometrów i już pierwszego dnia bym miała bąble i odciski na nogach takie, że trudno mi by było chodzić… Albo jak bym pomyślała tylko o tym, żeby ładnie się prezentować mogłabym wziąć klapki na obcasie, ale to już zupełnie by się nie sprawdziło w Chorwacji, która ma sporo bardzo starych zabytków i są tam ulice i dziedzińce wyłożone kamieniami a nie ma tam „szpilkostrady” :) Nawet moje klapki po tym wyjeździe musiałam wyrzucić, gdyż aż tak starłam podeszwy podczas zwiedzania. Zdążyły jednak mieć swoje 5 minut :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz