Nosiłam przez ostatnie dwa sezony sandałki. Były moimi
ulubionymi butami na lato. Ale niestety, niedawno złapała mnie straszna ulewa.
Przemokłam, nie było na mnie suchej nitki. No w butach to brodziłam jak czapla
w wodzie. Tylko, że owe sandałki to nie kalosze i woda im raczej zaszkodziła.
Paseczki nasiąkły wodą, a podeszwa się rozkleiła zupełnie. Tak, ze prawie
oderwała się od górnej części. Strata ogromna, bo bardzo je lubiłam. Wybrałam się
na zakupy, w celu znalezienia nowych. Jaka była moja ogromna radość, kiedy
znalazłam bardzo podobne. Białe, delikatne paseczki z ozdobnymi kamyczkami. Kiedy
je przymierzyłam, okazało się, że są za małe. No nie, tylko nie to. Podeszła do
mnie sprzedawczyni. Czy mogę w czymś pani pomóc? Życzliwie zapytała. Chciałam
kupić te śliczne sandałki, ale nie ma mojego rozmiaru. Pani sprawdziła w
magazynie. Oczywiście tam był mój rozmiar trzydzieści dziewięć. Przyniosła
parę. Przymierzyłam, tak te pasowały do moich stóp rozmiarem. Podziękowałam za
pomoc i ruszyłam do kasy. Sandałki nie były drogie, ale jakże cenne dla mnie.
Bardzo przypominały moje poprzednie. Wróciłam do domu bardzo zadowolona. Gdyby
sprzedawczynie nie podeszła i nie zaproponowała pomocy, pewnie wyszłabym ze
sklepu z niczym. Warto czasem skorzystać z pomocy. Przecież tylko sprzedawca
wie, jaki towar ma w sklepie. A ten mój rozmiar właśnie ktoś wykupił przede
mną. I gdyby nie zainteresowanie obsługi sklepu, nawet nie wiedziałabym, że
jeszcze mają w magazynie. Zostały więc moimi nowymi ulubionymi butami letnimi.
Nowe, a jakby stare. Czasami przyzwyczajamy się do rzeczy i trudno nam jest z
nich zrezygnować. W tym przypadku udało mi się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz