poniedziałek, 22 czerwca 2015

Nieprzewidziana kąpiel




W weekend pojechaliśmy nad jezioro. Pogoda dopisywała. Dzieciaki biegały. Było bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że dawno nie byliśmy na takiej wycieczce. Kocyk, koszyk z jedzeniem i piknik. Tego nam było trzeba. Po dobrym jedzonku, czas obejrzeć jachty. Stało ich tam sporo, przy pomoście. Piękne, białe, duże i małe. Prywatne jachty, z imionami żeńskimi. Basia, Justyna i inne. Był w śród nich jacht o wdzięcznej nazwie Jantar. Właśnie na tym jachcie mieliśmy zamówiony rejs po jeziorze. Od żeglarzy dostaliśmy kapoki. Bo bez nich, nie ma wstępu na jacht. Każdy żeglarz przestrzega tego wymogu. Dla własnego i pasażerów bezpieczeństwa. Pomarańczowe kamizelki, w środku pianka. Zapina się je w pasie i pod brodą, na specjalne sprzączki. Śmiesznie wyglądaliśmy w nich. Ale to dla naszego bezpieczeństwa. Każdy rozumiał to oczywiście. Kiedy wszyscy byliśmy już gotowi, żeglarz zaprosił nas na pokład. Wsiedliśmy i zajęliśmy miejsca po obu stronach burty. Z każdej strony taka sama ilość osób. Dla równowagi. Aby jacht był równomiernie obciążony. Odbiliśmy od pomostu i pożeglowaliśmy tym pięknym jachtem po jeziorze. Powierzchnia wody była gładka. Woda przezroczysta. Widać było w niej pływające ryby.  W koło jeziora woda była przykryta wielkimi liśćmi lilii wodnych. Białych i przepięknych. Tak upłynęły nam dwie godziny. Podziwialiśmy uroki miejsca, tutejszą przyrodę. Aż nie chciało się schodzić z jachtu. Moglibyśmy pływać i cały dzień. Ale w końcu nadszedł czas na zejście na ląd. Mąż i dzieciaki sprawnie przedostały się z pokładu na brzeg. Przyszła pora i na mnie. Ale kiedy chciałam postawić nogę na pomoście, jacht nieznacznie przechylił się na bok i wpadłam do wody. Na szczęście żeglarze byli przygotowani na taką ewentualność. Szybko mnie wyciągnęli. Skończyło się tylko na strachu i na przemoczonym ubraniu. Miałam ubrania na zmianę, ale nie buty. Zanim dotarliśmy do domu, miałam je cały czas na nogach. No i oczywiście po wyschnięciu okazało się, że klej puścił w kilku miejscach. Buty były nie do uratowania. Tak więc musiałam je wyrzucić. Były to moje ulubione buty. Chciałam kupić sobie podobne, ale nigdzie nie znalazłam takich jak te zniszczone. W końcu weszłam na stronę internetową sklepu Kari i tam były  BEŻOWE BUTY SPORTOWE Z BIAŁYM PASKIEM
T.TACCARDI
O takie właśnie mi chodziło. Sportowe, lekkie buty. W środku materiał, na wierzchu ekologiczna skóra.  Zamówiłam je i czekam na przesyłkę. Tak się skończyła nasza wycieczka. Ta wyprawa żeglarska długo pozostanie nam w pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz