W weekend pojechaliśmy nad jezioro. Pogoda dopisywała. Dzieciaki
biegały. Było bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że dawno nie byliśmy na takiej
wycieczce. Kocyk, koszyk z jedzeniem i piknik. Tego nam było trzeba. Po dobrym
jedzonku, czas obejrzeć jachty. Stało ich tam sporo, przy pomoście. Piękne,
białe, duże i małe. Prywatne jachty, z imionami żeńskimi. Basia, Justyna i
inne. Był w śród nich jacht o wdzięcznej nazwie Jantar. Właśnie na tym jachcie
mieliśmy zamówiony rejs po jeziorze. Od żeglarzy dostaliśmy kapoki. Bo bez
nich, nie ma wstępu na jacht. Każdy żeglarz przestrzega tego wymogu. Dla własnego
i pasażerów bezpieczeństwa. Pomarańczowe kamizelki, w środku pianka. Zapina się
je w pasie i pod brodą, na specjalne sprzączki. Śmiesznie wyglądaliśmy w nich.
Ale to dla naszego bezpieczeństwa. Każdy rozumiał to oczywiście. Kiedy wszyscy
byliśmy już gotowi, żeglarz zaprosił nas na pokład. Wsiedliśmy i zajęliśmy
miejsca po obu stronach burty. Z każdej strony taka sama ilość osób. Dla
równowagi. Aby jacht był równomiernie obciążony. Odbiliśmy od pomostu i
pożeglowaliśmy tym pięknym jachtem po jeziorze. Powierzchnia wody była gładka.
Woda przezroczysta. Widać było w niej pływające ryby. W koło jeziora woda była przykryta wielkimi
liśćmi lilii wodnych. Białych i przepięknych. Tak upłynęły nam dwie godziny.
Podziwialiśmy uroki miejsca, tutejszą przyrodę. Aż nie chciało się schodzić z
jachtu. Moglibyśmy pływać i cały dzień. Ale w końcu nadszedł czas na zejście na
ląd. Mąż i dzieciaki sprawnie przedostały się z pokładu na brzeg. Przyszła pora
i na mnie. Ale kiedy chciałam postawić nogę na pomoście, jacht nieznacznie
przechylił się na bok i wpadłam do wody. Na szczęście żeglarze byli
przygotowani na taką ewentualność. Szybko mnie wyciągnęli. Skończyło się tylko
na strachu i na przemoczonym ubraniu. Miałam ubrania na zmianę, ale nie buty.
Zanim dotarliśmy do domu, miałam je cały czas na nogach. No i oczywiście po
wyschnięciu okazało się, że klej puścił w kilku miejscach. Buty były nie do
uratowania. Tak więc musiałam je wyrzucić. Były to moje ulubione buty. Chciałam
kupić sobie podobne, ale nigdzie nie znalazłam takich jak te zniszczone. W
końcu weszłam na stronę internetową sklepu Kari i tam były BEŻOWE BUTY SPORTOWE Z BIAŁYM PASKIEM
T.TACCARDI
T.TACCARDI
O takie właśnie mi chodziło. Sportowe, lekkie buty. W środku
materiał, na wierzchu ekologiczna skóra. Zamówiłam je i czekam na przesyłkę. Tak się skończyła nasza wycieczka. Ta
wyprawa żeglarska długo pozostanie nam w pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz