Zapisałam się na kurs tańca towarzyskiego zajęcia zazwyczaj są w poniedziałki i czwartki, ale nie mam butów odpowiednich. Przejrzałam całą szafęobówniczą i 0 butów akurat do tańca. Na gwałt potrzebne mi są buty dziś niedziela tzn. że jutro będę musiała obejść się smakiem. W wielkiej rozpaczy zaczęłam obdzwaniać wszystkie koleżanki jakie miałam w spisie notabene żadko z nimi gadam, ale sytuacja jest patowa. No więc dzwonię i pytam każdą czy mogłyby mi pożyczyć buty. Ale niestety żadna z koleżanek nie ma butów do tańca bo żadna z nich nie lubi tańczyć. Normalnie tylko im moda we łbie a jak przychodzi co do czego to żadna butów nie ma. Albo nie chcą pożyczać nie wiem nie moje małpy nie mój cyrk. Nie wiem co robić. I tak mija jedna godzina, dwie, trzy. Już zaczęłam z tych nerwów naczynia liczyć no przecież zwariuję zaraz już pomyślałam coby do telefonu zaufania dzwonić. Normalnie jestem uzależniona od tańca i po prostu żadnej mowy nie ma żeby jutro mnie tam nie było. Wtem ktoś mi wali do drzwi. Kogo niesie? A tu niespodzianka moja dawno niewidziana przyjaciółka. Pyta mnie co ja taka przerażona. Więc ja zrobiłam kawę i mówię jej w skrócie o co chodzi. A ona mi na to że właśnie zamówiła sobie super tenisówki granatowe akurat do tańca wyglądają jak baletki. Jaki masz rozmiar? Mówię że 38. No to tak jak ja- mówi ona. Jutro ci przywiozę rano będziesz je miała. O której lekcja tańca? O 16 No to spoko pożyczam ci je. Tylko nie zniszcz. Tak więc pujdę na moje ulubione zajęcia dzięki przyjaciółce i tenisówkom ze sklepu kari
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz