Mój znajomy często wspomina
opowieści swojego Dziadka. Przeżył on ponad 90 lat – więc naprawdę miał, co opowiadać.
Mnie osobiście bardzo podobały się jego historie z dzieciństwa. Mieszkał w
małej wiosce na Podlasiu. Oczywiście było bardzo biednie, jak to po wojnie. Dziadek
urodził się około, 1920 r., więc to było po I wojnie światowej. On, jego
rodzice i chyba siedmioro albo sześcioro jego rodzeństwa w małym domu, spali w
jednym pomieszczeniu wszyscy razem. Przypuszczam, że to była kuchnia, bo zawsze
tam jest najcieplej :). Może i Wy zwróciliście uwagę, że najlepiej i
najchętniej przebywa się w kuchni. Przynajmniej mi w dzieciństwie najlepiej tam
było mi odrabiać lekcje i bawić. Oczywiście było też ciepło i blisko do
jedzenia :). Tak sobie wyobrażam ten domek, jak nieraz widzę w skansenach.
Drewniany, niski z wysokimi progami. U moich pradziadków też był chyba podobny.
Byłam mała, więc szczegółów tak nie pamiętam, ale utkwił mi w pamięci kolor
tego domku, bo był jasno niebieski i przed nim rosła piękna i duża dzika róża.
Wracając do Dziadka mojego znajomego
i jego ciekawych historii, to mnie też bardzo zaskoczyło to, że opowiadał jak
boso chodził do szkoły. Było to chyba około 1930 r. a małe dziecko na wsi nie
miało własnych butów. W domu były jakieś buty, ale jak to bywało były tylko na
szczególne okazje, bo były drogie i nie było stać rodziców Dziadka, aby kupić
buty wszystkim dzieciom. Z pewnością w zimie sobie jakoś radzili i boso żadne dziecko
nie chodziło, przynajmniej w jakichś drewniakach. Nie wiem dokładnie, bo
Dziadka niestety się nie zapytałam. Może mieli jakieś półbuty ocieplane albo
trzewiki, trudno powiedzieć. Jednak wiem, że Dziadek mojego znajomego dzielnie
chodził do szkoły i bardzo lubił czytać książki zwłaszcza historyczne :) W następnym
poście opiszę jedną ze śmieszniejszych historii Dziadka związaną właśnie z butami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz