Miałam dziś ambicję usmażyć kotlety schabowe. Uważałam, że to dobry dzień na gotowanie. Zwłaszcza, że miałam gości w postaci mojego faceta i jego mamy. Więc zabrałam się do dzieła. A że chciałam ładnie się prezentować więc ubrałam sięwnajlepszą sukienkę i oczywiście najlepszebuty czyli bodki. I co? Zaczęłam smażyć te kotlety i sięrozmarzyłam, bo jeszcze włosy wysuszyć a może jeszcze jaki perfum, a może jeszcze coś poprawić i tak się pindrzyłam prawie półgodziny i nawet nie słyszałam co dzieje się w kuchni. A w kuchni Sajgon! Moje super pyszne kotleciki szlak trafił! Przypaliły się na amen. I co teraz przecież nie polecę teraz do sklepu bo zimno a poza tym w moim sklepie nie dostanę dobrego schabu. Próbowałam czyścić patelnię i oczywiście tłuszcz się uparł i prysnął mi na ubranie nie wyłączając butów. No pięknie buty prawdopodobnie do czyszczenia, suknia do prania i cały obiad diabli wzięli. I patelnia też już do niczego się nie nada. Jeśli pragnieszprzygotować coś dobrego w domu nie rób tego w butach kari, bo buty kari służą do chodzenia a nie do smażenia! No ale cóż goście przyszli uratowali jakoś obiad, tzn. Przynieśli od mamy łazanki dobrze że to było, bo inaczej głodniby wyszli.
wtorek, 24 listopada 2015
buty wizytowe na wigilię
Już nie długo święta. I tak zastanawiam się nad prezentami gwiazdkowymi i jakzwykle nie wiem co kupić. Wszyscy wszystko mają, nikt niczego nie potrzebuje, a przecież z pustymi rękami nie warto się nawet pokazywać. Jadę na wigilię do ojca. Kiedyś przeglądałam jego szafę z butami i z przerażeniem stwierdziłam, że on nie ma butów. Tzn. Owszem ma, ale już takie poniszczone wytarte i w ogóle masakra. I nagle mnie olśniło! Buty. Buty kari! czemu nie? Że też mi to do głowy wcześniej nie wpadło. Buty najlepiej wizytowe, przecież jesteśmy zaproszeni do rodziny. No tak. Zrobiłam kawę i jazda serfować po necie. Buty hmmm wizytowe brązowe, no tak to pasuje nawet do garniturku również brązowego. Zamówię tylko jaki ojciec ma rozmiar? Zaraz chyba 38 tak tak. na pewno 38 I nawyżej dam do zwrotu, chociaż powinny pasować. Zamówiłam i zobaczymy. Na oko chyba dobre nie wiem z resztą bo nie widzę, ale pytałam przyjaciółki i dobre się wydają. Pytała mnie czemu nie zrobiłam albo czemu ojciec nie zrobił zdjęcia swojej stopy? No jak miał zrobić jak to prezent no kaaaaaśka? A aaa tak prawda. Nie wiesz co kupić na gwiazdkę to kup buty wizytowe kari!
kapcie i gorąca herbata
Jest mroźny wieczór i wróciłam z praktyk. I jedyne o czym marzę to gorąca herbata i miękkie kapcie z futerkiem. Lecz niestety na razie to pozostaje w kwestii marzeń, bo koleżanka z pokoju marudzi. No i co znowu chcesz? Pytam grzecznie. Idź mi do sklepu po ciastka. Kobieto. Ja dopiero co wróciłam z praktyk miałam dziesięciu pacjentów i na prawdę nie chce mi się już wychodzić. No ale idź mi proszę. A nie możesz sama? No nie mogę bo jestem chora. No dobra pujdę. I poszłam, a gdy wróciłam to już czekała na mnie gorąca herbata malinowa a ja ucieszona zrzuciłam kurtkę i z rozkoszą wbiłam się w kapcie z futerkiem. Oszalałam na punkcie tych kapci, nie dawno kupiłam jakiś tydzień temu. Oczywiście w kari, bo gdzieżby indziej? Tam są najlepsze kapcie, na zimę szczególnie. Polecam.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Mikołajki
Już niedługo będą Mikołajki. Moje dzieci zawsze na nie
czekają. Wiedzą, ze nie będą to duże prezenty jak pod choinkę. Ale zawsze jakiś
mały prezencik znajdzie się w butach. Warunek jest jeden. Buty muszą być
czyściutkie. Ale moja Amelka ma już bardzo zniszczone buciki. Martwi się, że
nawet jak je porządnie wyczyści, to i tak będą wyglądały marnie. Zdarte na
czubkach i porwane sznurówki. To pewnie Mikołaj nie da mi żadnego prezentu w tym
roku. Więc może już najwęższy czas kupić nowe. Zakomunikowałam córce. O tak
mamo, bardzo cię proszę chodźmy kupić nowe ładne kozaczki. Dobrze, po południu
poszłyśmy do sklepu. Jednak z sklepie blisko domu nie było takiego rozmiaru.
Zresztą Amelka chciała mieć nie tylko dobre, ale i ładne buciki. Pojechałyśmy
tramwajem do salonu Kari. Oddalonego od naszego domu wprawdzie, ale za to
dobrze zaopatrzonego. No i były, takie piękne różowe kozaczki. w sam raz na
moją Amelkę. Bez sznurówek. Nie będzie z nimi kłopotu. Ocieplane w środku i na
zewnątrz ze skóry ekologicznej. Pięknie prezentowały się na nogach córki.
Chciała już w nich iść do domu. Dobrze, zapłacimy i pójdziesz w nich. Te stare
to od razu wyrzucimy do kosza. Już się nie przydadzą nikomu. Bo nawet zaczęły
już przeciekać. Moja córcia po powrocie
do domu zaraz zabrała się za pastowanie
butów. Choć się ubrudzą do tego dnia, to już je będę codziennie pastować i
czyścić. Powiedziała Amelka, zanim zasnęła tego wieczoru.
śnieg
Jest sobie piękny poniedziałkowy ranek- poranek. Jak kto woli. Ja jeszcze na dobre się nie rozbudziłam, a moje kochanie mówi do mnie. Kotuś idź po bułeczki bo mnie gardło boli. No to idę. Ubrałam sobie cienkie adidaski bo myślałam, byłam wręcz przekonana, że jest jeszcze cieplutko. A tu klops! Wychodzę i o jakie zaskoczenie! Śnieg! Mróz jak nie wiem że palce od nóg odpadają. Szybko się wracam, bo przypomniałam sobie, że miałam gdzieś na samej górze schowane zimowe kozaki. Dobrzer że zamówiłam te polecane w kari. Ocieplane i znalazłam. Moje kochanie nawet nie zorientowalo się że wróciłam tak szybko, bo usnął. Ubrałam szybko moje brązowe kozaki i lecę do tego sklepu po te bółeczki. Och bułeczka z dżemem owsianka i kawa zbożowa. Rarytasik. Tylko to gardło, żeby nie bolało. Kozaczki się na szczęście sprawdziły i już nie muszę się martwić na zimmę jestem przygotowana. I nikt mi nie powie, że ja się na zimę nie umiem ubrać. Zawsze słyszę ty nigdy nie wiesz co nosisz. Ty nigdy nie wiesz jakie masz buty! No to się ludzie mylą, bo ja już widziałam pewną moją ciotkę, która w zimę nosiła sandały. No kto to widział? Także ciotko droga. Zanim ubierzesz sandały na zimę to zamów sobie lepiej kozaki z kari, będzie ci do twarzy!
Buciki dla przedszkolaka
Moja córcia chodzi do przedszkola pierwszy rok. Z początku
nie bardzo jej się tam podobało. Ale teraz to nawet w sobotę i niedzielę
chciałaby tam iść. Zajęcia są bardzo różnorodne i w dodatku w grupie
rówieśników. W domu siedziała tylko ze mną. A tam, nowe zabawki, dzieciaki i
pani. Która realizuje swój program. Co
dziennie też dzieci wychodzą na spacer lub na placyk przy przedszkolu. Deszcz czy słońce. Dobrze im
to robi, bo przecież trzeba je hartować. Ale ostatnio Anitka zamoczyła buciki i
niestety się rozkleiły. Szybko więc po przedszkolu poszłyśmy do sklepu po nowe.
Anitka jest małą modnisią, więc lubi mieć ładne rzeczy. Nie mogły być to buciki
pierwsze lepsze. Musiały jej się podobać. Kupiłyśmy Balerinki dla dziewczynek
T.TACCARDI
T.TACCARDI
Na grubszej
podeszwie, żeby nóżki nie mokły. Co prawda czarne, ale Anitka mówi, że chce
mieć takie buciki jak jej mama. Czarne i eleganckie. Oj co to będzie jak
córeczka podrośnie. Byle czego nie zechce nosić. No cóż, dziecko mam tylko
jedno to mnie stać, żeby jej kupować eleganckie buciki. Mam nadzieję, że te
nowe buciki posłużą jej trochę dłużej niż tamte poprzednie. Które kupiłam w
zwykłej sieciówce. Tam często można spotkać buty szyte byle jak i z kiepskich
materiałów. Nie warto takich kupować. Anitka ma więc teraz buty dobrej jakości,
z gwarancją. Gdyby było coś z nimi nie tak, sklep wymieni mi na inne, lub zwróci
pieniądze.
piątek, 20 listopada 2015
Trzy dni w deszczu
Była
piękna polska jesień, kiedy postanowiliśmy z przyjaciółmi odwiedzić jakiś
górski kurort. Najlepiej, żeby to było gdzieś daleko od ludzi. Jakieś taka
chata góralska na zboczu wzgórza. Jacek od razu zaczął szukać w Internecie
ofert. Znalazł jedną, taka która nadawała się dla całej naszej piątki
przyjaciół. Nocleg był już zamówiony i wszystko opłacone, zostało jeszcze tylko
kupić bilety. Biletami zajęłam się ja i Kaśka. Mamy wśród na jedną osobę
niepełnosprawną Izę, więc kupimy bilet dla niej i jednego z nas jako
przewodnika. Zawsze trochę taniej. Bo z pracy studentów to nie ma za wiele
pieniędzy. A wydatki są spore. A to akademik, a to jakieś ksero na okrągło i
takie tam różne potrzebne rzeczy. O jedzeniu już nie wspomnę, bo je to każdy
musi kupić. Ale na przyjemności mieliśmy trochę zaoszczędzone. W zeszłe lato pracowaliśmy
za granicą. Tak więc wszystko było gotowe. Nadszedł ten dzień. Wyruszyliśmy z
samego rana. Mieszkamy na północy kraju, do gór jest spory kawał drogi. Na
szczęście połączenie było super. Tylko z jedną przesiadką. Do Krakowa
zajechaliśmy o godzinie siedemnastej. A potem do małej miejscowości górskiej
busem. Które tu są tak popularne. Nazajutrz wyruszyliśmy w góry na zwiedzanie.
Mężczyźni wzięli ciężkie plecaki, bo każdy zapakował też bagaż koleżanki. My z
małymi plecakami z jedzeniem i piciem na drogę. Wiadomo w górach trzeba mieś
przy sobie prowiant i ciepłą odzież, na w razie czego. No i jak na złość
rozpadało się na dobre. Byliśy daleko od domu i niestety zabłądziliśmy. Długo
nie mogliśmy znaleźć drogi powrotnej. Ale na szczęście znaleźliśmy małą chatkę.
Gospodarz przyjął nas na nocleg. A rano znów ruszyliśmy w dół zbocza. Trafiliśmy
w końcu na nasze miejsce stacjonowania. Gospodarz martwił się o nas. Na
szczęście wszystko dobrze się skończyło. Następnego dnia poszliśmy do sklepu,
oddalonego o pięć kilometrów. I znów rozpadało się. Mieliśmy przemoczone buty.
Nie zdążyły nam jeszcze wyschnąć nawet z poprzedniego zamoczenia. A niestety
każdy wziął po jednej parze. Kiedy wróciliśmy do naszych domów do Gdańska,
postanowiliśmy jak najszybciej kupić sobie dobre nieprzemakalne obuwie. Ja
kupiłam w sklepie Kari, bardzo modne
teraz smokasyny. Buty sportowe na koturnie
T.TACCARDI
T.TACCARDI
Te nie przemokną mi, choćby padało następne
trzy dni. A na końcu przypomniało mi się, że piosenkę pod tytułem” Trzy dni w
deszczu” nagrał kiedyś zespół Wilki.
Zawsze będzie mi się ona kojarzyć z naszą mokrą wyprawą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)